Kolejny plac...
Monia pod drzewkiem pomaranczy...
Najwiekszy plac w Valencii, z piekna fontanna i ratuszem miejskim - Plaza del Ayuntamiento...
Ten sam plac, tylko ze w czerni i w bieli...




To zdaje sie sa Lwy Morskie, a konkretnie samiczki...
Monia i Lwy... :)
Pingwinsy tez byly...
I roznorakie ptactwo tez, ja mialem troszke radosci bo uwielbiam robic zdjecia ptakom, to chyba jedno z moich dzieciecych marzen sie odzywa, byc ornitologiem ;D
ptaszek ma dziub-wioslo, nie musi machac nozkami zeby plywac :)
Rewelacyjne place w Valencii, wszedzie otwarte restauracje oferujace duuuzo dobrego jedzenia, glownie kuchnia srodziemnomorska, no i owoce morza, na zdjeciu powyzej plac przy katedrze - Plaza de la Reina
Monia upolowala kolejne wachlarze do swojej kolekcji :)
Widok na katedre z placu Plaza de la Reina, ta wieza obok przypomina o tym ze kiedys w Valencii mieszkali Maurowie, wypedzeni w X wieku przez El Cida :)
Piekne pasy zieleni w srodku ulic, generalnie na kazdym kroku mozna spotkac ladnie zadbane kaciki z zielenia, chwali im sie za to :)
Nie wiem co to jest, ale na czubku tego cos jest Batman, ktory jest w herbie Valencii :D
Ciemno wszedzie, glucho wszedzie, czyli jak Hiszpanie radza sobie ze sloncem...
Dawna brama wjazdowa do miasta...
Monia wypoczywa na kamiennej lawie w cieniu palm :)
Jeden z wielu mostow w Valencii, tylko ze brakuje malego szczegolu...rzeki!!! Tak, rzeka zostala przekierowana na poludnie miasta bo podobno wylewala co chwila. A w jej miejsce powstaly pasy zieleni, boiska do pilki noznej i korty tenisowe...
Dachy Valencii...

Najwiecej bylo sprzetu amerykanskiego (wiadomo) a Jeep-ow najwiecej...
Tu mamy ladnego Dodga...
Amerykanski transporter opancerzony, zdaje sie ze M5...
Oprocz tego ze bylo sporo sprzetu spotkalismy ludzi ktorzy zajmuja sie rowniez rekonstrukcja 2 wojenki, przeroznych oddzialow. Takze mielismy irlandzkie SS, na zdjeciu ponizej pijace Coca-Cole :D



Tu mamy braterstwo irlandzko-amerykanskie :D kolo z Irish Rifles wozony przez amerykanca, a obok szkop pyta o droge :D
Mielismy tez inne epoki...
Irole walczacy pod Union Jackiem w swoich czerwonych kurteczkach, oczywiscie czasy wojen napoleonskich...
oraz blade lydki Rzymian spacerujacych w lorica segmentata...
Z racji tego ze ja z Erykiem robimy 1 brygade powietrzno-desantowa, byla okazja zeby pogadac troche z ludzmi i zobaczyc jak wyglada irlandzki swiatek milosnikow przebierania sie w wojskowe ciuszki... Rezultat tych rozmow byl dla nas niestety przerazajacy, okazuje sie ze istnieja wielkie problemy pomiedzy grupami. Ci tych nie lubia, wiec jak jestes z nami to nie mozesz jezdzic na imprezy organizowanych przez tych drugich itp. Jednym slowem CHUJNIA ... Jak to z Erykiem stwierdzilismy trzeby niestety wybrac mniejsze zlo, nie mozna miec wszystkiego. Na razie wyklul nam sie plan awaryjny ale o tym kiedy indziej :)
Wracajac do imprezy, bylo tez sporo broni recznej wszelakiego rodzaju, fajne cacka, nie ma to jak faceci ze swoimi zabaweczkami, hehe....
Tu prezentuje jedna z moich ulubionych zabawek, Mosin-Nagant...

Nie zabraklo tez starej dobrej Pepeszy...

Amerykanska zabawka do rozwalania czolgow, czyli po naszemy Bazooka...

Fajnie wyposazony Jeep z brytyjskimi spadochroniarzami - z Erykiem naprawde docenilismy widok :)

Niemieckie wojska pancerne - wiosna 1945 :D Jakos se chlopaki musialy radzic, nie?
Bylo tez sporo sprzetu powojennego w tym wspolczesnego, ale to nie to samo :) Z Erykiem rzucilismy okiem i szybko wrocilismy do stoisk ze sprzetem 2-wojennym...

Oczywiscie nie obylo sie bez shoppingu, hehe. Bylo sporo stoisk z roznymi gadzetami, glownie mundury, militaria wszelkiego rodzaju w tym miliony hitlerowskich pamiatek. Wiadomo, sprzedaja sie najlepiej :/ Ale co najlepsze byly tez modele... Z Erykiem ucieszylismy miski i 30 eurakow mniej w kieszeni, ale jaka radosc :) W kolekcji przybyl: KV-2, Sturm Tiger i P-39 Airacobra w ruskim malowaniu. Oczywiscie skala 1/72
